Mihai Radut: analiza gry w meczu z Jagiellonią Białystok

Lech starał się o jego przyjście bardzo długo, jeszcze wtedy, kiedy rozgrywał świetne mecze w rumuńskim Pandurii Targu Jiu. Zresztą nie tylko jego chciał „Kolejorz” z tej ekipy. Wysokie oferty działacze słali także za napastnika – Ioana Horę. Ostatecznie oboje odmówili, bo jeden wybrał grę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a drugi w Turcji. Pierwszy wkrótce do stolicy Wielkopolski po nieudanej przygodzie trafił, a Hora tuła się po tureckich klubach z miernym skutkiem.

Przygoda skrzydłowego z Rumunii w Poznaniu nie jest usłana różami. Radut w wielu meczach pokazywał się co najmniej słabo, żeby nie określić tego jeszcze gorzej. Nie prezentował nic, co wyróżniało go za czasów gry w Rumunii: dobrego przyspieszenia, prowadzenia piłki czy wreszcie najważniejsze – techniki i nieprzeciętnego dryblingu. Trener Nenad Bjelica ustawiał go w wielu miejscach: na lewym skrzydle, pozycji rozgrywającego – bo jak sam przyznawał, tu czuł się najlepiej – to coś drgnęło dopiero, kiedy w emocjonującym spotkaniu ze Śląskiem Wrocław, Chorwat przesunął go na prawą stronę, gdzie świetnie współpracował z młodym Robertem Gumnym.

Mihai Radut, ponownie jako skrzydłowy, w meczu z Legią Warszawa został wybrany – według użytkowników serwisu kkslech.com – najlepszym piłkarzem swojej drużyny. I to całkowicie zasłużenie. Spójrzcie, w tym wypadku po lewej stronie boiska, co zrobił przy wyrównującej bramce z reprezentantem Polski, Arturem Jędrzejczykiem.

Co prawda, Jędrzejczyk nie utrudnił w dużym stopniu Rumunowi wtargnięcia na pole karne, ale przyznacie – Radut pokazał luz i wykazał się sprytem, spokojem i przede wszystkim bardzo dobrym prowadzeniem piłki. Co było dalej, doskonale już wiecie.

Przy kontuzji Makuszewskiego, bardzo słabej formy Barkrotha, Radut może być zbawieniem problemów Nenada Bjelicy z obsadzeniem pozycji prawego skrzydłowego. Jak poradził sobie wychodząc w pierwszym składzie z liderem Lotto Ekstraklasy, Jagiellonią Białystok?

Przez pierwsze minuty Radut skupiał się bardziej na grze defensywnej, aniżeli ofensywnej, bo podopieczni Ireneusza Mamrota – zresztą jak zakładali przed meczem – dążyli do pełnej dominacji gry i rozgrywaniu piłki na połowie gospodarzy. W momencie, gdy lechitom udało się skontrować, to dość często stroną, gdzie przebywał Rumun. Skrzydłowy „Kolejorza” bardzo dobrze rozumiał się z grającym w środku Majewskim, dokładnie i szybko rozgrywając piłkę w trójkącie. Co rzucało się w oczy, to z pewnością mniejsza ilość dośrodkowań ekipy Nenada Bjelicy – przynajmniej przez pierwsze piętnaście minut.

Rumun nie popisał się przy bramce dla Jagiellonii Białystok, kiedy z kontratakiem z własnej połowy wychodził Przemysław Frankowski – ten mógł przeciąć piłkę i zneutralizować zagrożenie, jednak wślizg był tak niefortunny, że tylko pomógł zawodnikowi lidera Lotto Ekstraklasy wyjść sam na sam z Jasminem Buriciem, który musiał uznać wyższość dobijającego Arvydasa Novikovasa.

Radut nie brał udziału w akcji z 24′, gdy po wykonanym przez Majewskiego stałym fragmencie gry po lewej stronie boiska, piłka – po wielu rykoszetach – wpadła do siatki Pawełka, ale interwencja VARu sprawiła, że gol został anulowany. Prawdopodobnie jeden z zawodników Lecha Poznań dotykał futbolówki ręką. Co trzeba podkreślić, to na pewno znacznie lepsza postawa trzeciej drużyny w tabeli po stracie bramki. „Kolejorz” wyglądał tak, jak chociażby w meczach z Wisłą czy momentami w ostatnim spotkaniu z Legią Warszawa. Wysoki pressing, próba szybkiego odbioru piłki i gra na skrzydła – czy to do Situma, czy do opisywanego Raduta. Ten pierwszy popisał się fantastyczną asystą przy golu strzelonym głową przez Christiana Gytkjaera.

Na jednej z konferencji trener Lecha chwalił Raduta za to, że nie boi się brać ciężar gry na swoje barki i dłużej przytrzymać piłkę na połowie rywali. W meczu z Jagiellonią trochę mi tego brakowało. Tak, jak na początku pierwszej części gry widoczny, tak na starcie drugiej – Rumun całkowicie zniknął gdzieś na swojej stronie. Możliwe, że spowodował to styl gry poznańskiej drużyny, która akcje częściej przeprowadzała tam, gdzie przebywali Gumny i Situm.

Imponował Lech – zwłaszcza przy dążeniu do zdobycia gola – jak i już po bramce na 2:1 w wykonaniu Emira Dilavera – doskokiem do przeciwnika. Zazwyczaj kończyło się to szybkim odebraniem piłki i kreowaniem groźnych akcji, chociażby wtedy, kiedy obrońcy Jagiellonii życie utrudniał Gytkjaer, aż w końcu odebrał, zagrał do Majewskiego, ale ten nie potrafił w tempo wypuścić napastnika Lecha oko w oko z bramkarzem Jagi.

Radut przebywał na murawie do 73 minuty dopóki nie zmienił go Jevtic i nie będę ukrywał: nie był to jego wybitny mecz. Niefortunnie zawinił przy bramce Novikovasa, żadnym rajdem, ani dryblingiem również się nie popisał. Jeśli miałbym ocenić występ rumuńskiego skrzydłowego w skali od 1 do 10, dałbym mu solidną szóstkę.

*Lech Poznań wygrał mecz z Jagiellonią Białystok 5:1.

Herb użyty w celach informacyjnych.
Zdjęcie: Marta Kicińska / Lechnews.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi