Skandal w Grecji? To codzienność!

Takich rzeczy spodziewasz się raczej po filmach Clinta Eastwooda, a nie po meczu greckiej ekstraklasy. Powiedział zszokowany Manolo Jimenez, trener AEK Ateny, komentując końcówkę spotkania, które mogło decydować o mistrzostwie kraju. Mogło, bo rozgrywki w kraju Sokratesa (tego drugiego) zostały zawieszone. Sprawa rozbiła się o gabinety najważniejszych przedstawicieli politycznej mapy Grecji. Mnie zastanawia skąd takie zdziwienie hiszpańskiego szkoleniowca, skoro zdecydował się na pracę w lidze od dekad uchodzącej za synonim konkretnego rozpierdolu.

Stawka niedzielnego meczu była ogromna. AEK Ateny był przed spotkaniem liderem, a PAOK w sobotę awansował na pozycje wicelidera, po oddaniu trzech punktów, odebranych klubowi z Salonik za mecz z Olympiakosem. Trener drużyny z Pireusu został trafiony przedmiotem rzuconym z trybun przez kibiców z Salonik. Trener AEK musiał widocznie o tym incydencie nie słyszeć, skoro tak dziwi go zakończenie niedzielnego spotkania. Warto dodać, że klub z Aten miał dwa punkty przewagi w tabeli, a PAOK mecz zaległy.

Mecz był wyrównany i do ostatniej minuty utrzymywał się wynik 0-0. W dziewięćdziesiątej minucie PAOK strzelił gola na 1-0. Na trybunach zapanował szał. Sędziowie zaczęli się naradzać i wyłapali słusznie skądinąd, że zawodnik gospodarzy, który absorbował bramkarza AEK, był na spalonym. Gol został anulowany, a wtedy dopiero rozpoczęła się akcja. Starszy facet, chyba to był Dionizy Złotopolski z bandą ochroniarzy wbiegł na murawę. Zdjął kurtkę, pokazując schowany za paskiem pistolet. Dionizy w szale wykrzykuje jakieś frazy pod adresem sędziego, robi się z tego jedna wielka szamotanina. Wychodzi, że sympatyczny gołąbek wygrażał w kierunku arbitra niezbyt przyjemne frazy. Zawodnicy AEK uciekają do szatni, w wywiadach mówią, że również im grożono. Mecz nie zostaje dokończony. Dzień później władzę zawieszają całą ligę.

Dionizy Złotopolski, a jak się w rzeczywistości okazało Ivan Savvidis, jest prezesem PAOKu, Rosjaninem, byłym przedstawicielem Dumy Państwowej, bliskim Władimira Putina. Gdyby to się wydarzyło w cywilizowanym futbolowo kraju, spoko Manolo, masz rację, przegięcie.

W poprzednim sezonie mecz Panathinaikos – PAOK został przerwany, gdy trener gości został rzucony puszką piwa. W listopadzie roku dwa tysiące szesnastego rozgrywki zostały zawieszone po podpaleniu domu szefa komisja sędziowskiej greckiej federacji piłkarskiej. Rok wcześniej podczas meczu Panathinaikos – Olympiakos kibice stoczyli na murawie regularną bitwę z policją. Amunicją w tym starciu były krzesełka, race, bandy reklamowe. Kibice Arisu Saloniki niezadowoleni z wyników podpalili własny stadion. Zdarzyło się, że sędziowie otrzymywali pogróżki, czasem dochodziło do realizacji gróźb. Petros Konstantineas to sędzia, który nie ugiął się naciskom. Jego piekarnia została wysadzona w powietrze.

Manolo Jimenez trafił do ligi, gdzie rzeczy w innej rzeczywistości uznawane za nierealne dzieją się w każdym sezonie. Żywiołowość z trybun greckich stadionów, przenosi się również do gabinetów działaczy, polityków. Oglądając relacje kibicowskie z meczów derbowych, lekko wyczuwa się ten poziom szaleństwa w oparach dymu i dusznego powietrza, ale co innego uczestniczyć w takim przedsięwzięciu. Dziki zachód na wschodzie Europy.

Warto zaznaczyć, że cała akcja dzieje się tydzień po incydencie w Gliwicach, który w głowach przedstawicieli komisji ligi i niektórych internetowych specjalistów urósł do rangi drugiej prowokacji gliwickiej. Incydent, który powinien pozostać jedynie incydentem, mecz powinien zostać dokończony, wnioski wyciągnięte. Nie szukajmy na siłę powodów żeby wskazywać Ekstraklasę jako ligę bananową, do najlepszych w tym temacie tracimy lata świetlne.

Źródło zdjecia – sporhaberlerim.net

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi