Potężne przetasowanie na scenie kibicowskiej!

Polska scena kibicowska cały czas przechodzi różne zmiany. Mimo zapewnień o nieśmiertelnej miłości, często zdarza się, iż wielkie zgody upadają, a w nich miejsce pojawiają się nowe. Parę lat temu Lechia Gdańsk straciła Wisłę Kraków, której kibice woleli zbliżyć się do Ruchu Chorzów. Jednak niedawno pojawił się wspaniały sojusznik, który może wywrócić układ sił na głowę – indonezyjska armia Lechii.

Jeśli ktoś jeszcze nie wie skąd nagle wzięła się ta fascynacja gdańskim klubem w Azji, śpieszę z wyjaśnieniami. Biało-Zieloni zakontraktowali Egiego Maulana Vikriego. Jest to zawodnik, który w swojej ojczyźnie uchodzi za wielki talent. Rodacy nazywają go „nowym Messim” i wiążą z jego karierą ogromne oczekiwania.

Co prawda samego zainteresowanego nie ma obecnie w nowym klubie (wrócił póki co do ojczyzny), ale w żaden sposób nie przeszkodziło to miejscowym aby z impetem wbić na polskie media społecznościowe i dzielić się swoimi przemyśleniami, czy pasjami.

Google musi jeszcze sporo popracować nad tłumaczeniem pomiędzy polskim a indonezyjskim. Jednak Azjaci, nie zważając na trudności komunikacyjne, cały czas próbują dopingować klub, w którym już wkrótce zagra idol piłkarskich fanatyków z tego wyspiarskiego państwa, czy nawiązywać przyjaźnie z Polakami. Może wkrótce narodzi się z tego wiele miłości, a za parędziesiąt lat gdańskie trybuny zdominują Metysi?

Jak zauważył jeden z użytkowników Twittera, nowi wojownicy Lechii bardzo szybko zrozumieli realia polskiej piłki i ich najlepszą radą jest zwolnienie trenera po dwóch spotkaniach. Zawodnicy, którzy odpalają dopiero podczas swojej drugiej rundy powinni brać z nich przykład! Cóż za niebywała zdolność do (internetowej) aklimatyzacji!

Również atmosfera na trybunach, a przynajmniej jeden z jej aspektów, nie są obce Indonezyjczykom. Jak wszyscy wiemy, na polskich stadionach wyjątkowo popularne są „pozdrowienia” w stosunku do rywali. A co zrobić, jeśli nie można wykrzyczeć ich prosto w twarz? Najlepiej zalać profile klubu, czy zawodników na różnych portalach i w ten sposób pokazać swoją niesamowitą siłę rażenia oraz nienawiść.

Mam tylko nadzieję, iż są oni świadomi zgody ze Śląskiem i podobna sytuacja nie wydarzy się przy okazji tego spotkania. Co prawda mając po swojej stronie taką armię, Lechia nie potrzebuje już innych sojuszników, ale to zawsze przykre, gdy na linii długotrwałych przyjaźni dochodzi do zgrzytów.

Jeżeli nowi fani Lechii zaczną zjawiać się w Polsce i będą tak samo zdeterminowani jak w internecie, to wkrótce z całą pewnością gdańscy kibice nie będą mieli sobie równych w dopingu jak i na wszelkich ustawkach z przedstawicielami rywali. Ciekawe tylko, czy będzie to dalej w Ekstraklasie, czy już I lidze…

Zdjęcie: Monika Wantoła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi