Cel? Powstrzymać hiszpańską inkwizycję

W wielkanocny poniedziałek podopiecznych Bjelicy czeka kolejny egzamin dojrzałości. Zespół, który ostatni raz, na wyjeździe, zwyciężył pod koniec wakacji zmierzy się przy Reymonta z Wisłą Kraków, gdzie ostatni raz trzy ligowe punkty zainkasował w 2014 roku. Był to sezon mistrzowski. Dla Lecha jest to kolejny mecz z gatunku must-win, jeśli chce poważnie myśleć o mistrzostwie. Poznaniakom margines błędu już dawno się wyczerpał. Zapraszam na małą zapowiedź oraz przewidywania jak może potoczyć się ten mecz i na co zwrócić uwagę.

Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że kluczowa w tym meczu będzie dyspozycja środka pola. Wisła po przejściu na system 4-3-3 za kadencji Carillo dość mocno go zagęszcza. W Lechu centralna strefa boiska w ostatnich meczach wyglądała bardzo dobrze. Martwić mogą sygnały o chorobie Radosława Majewskiego, zwłaszcza przy obecnych kłopotach kadrowych. Przypomnijmy, że w meczu z Białą Gwiazdą najprawdopodobniej nie zagra trzech podstawowych zawodników, czyli Situm, Kostevych i Gumny, strata Majewskiego byłaby kolejnym, dość mocnym, ciosem. Już i tak trener Nenad Bjelica ma bardzo zawężone pole manewru. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że ewentualna niedyspozycja 31-latka to byłaby największa strata Lecha w tym meczu. Chorwat byłby wtedy zmuszony do gry systemem z dwójką napastników, gdyż w Kolejorzu obecnie panuje szpital. Gra jednym zawodnikiem mniej w środku pola byłoby szalenie niebezpieczne przy charakterystyce takich zawodników jak Llonch, Mitrović czy Cywka, który są bardzo mobilni. A i Carlitos lubi się cofnąć po piłkę. Do tego dochodzą dość wąsko grający skrzydłowi, jak Imaz czy Tibor Halilović, który w Warszawie rozegrał kapitalny mecz jak cała Wisła. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekaw starcia właśnie w środkowej części boiska. Lech, zabierając z tej strefy jednego zawodnika, może sporo ryzykować i postawić się na straconej pozycji. Osoby, które śledzą mnie na Twitterze pewnie zdążyły już zauważyć, że jestem dość mocnym fanem Pola Lloncha.  Dlatego jestem ciekaw jak wypadnie on na przeciwko innej klasowej szóstki, czyli Łukasza Trałki. Hiszpan wiosną zaczął grać bardziej ofensywnie i pokazywać również swoje walory w grze do przodu. Wcześniej znaliśmy go głównie z gry w destrukcji, ale teraz zaczął imponować umiejętnościami w grze do przodu. Jest wybiegany i nieustępliwy. Boiskowy bulterier. Warto pamiętać, że wraz z końcem sezonu wygasa jego kontrakt i wcale nie obraziłbym się, gdyby przyjechał on z Wisłą w ostatniej kolejce do Poznania i już tu został.

Według statystyk portalu Ekstrastats, Lech swoją dużą szansę powinien upatrywać w ostatnim kwadransie pierwszej połowy, bowiem w tych minutach, Biała Gwiazda traci bardzo dużo goli. Uzbierało się już ich aż 10 i jest to najgorszy wynik w Ekstraklasie. Kolejorz w tym przedziale czasowym potrafił ich strzelić aż 11 i jest to drugi rezultat w lidze. Pierwszy uzyskała Korona – 13 bramek. Wiślacy na drugą połowę potrafią wyjść bardzo zdekoncentrowani. W pierwszym kwadransie drugiej części gry stracili aż 7 bramek. Co również jest jednym z gorszych wyników. Nic jednak nie przebije Termaliki, która w tym czasie potrafiła stracić aż 16 bramek. Dla porównania, Lech przez te pół godziny gry stracił raptem 2 gole. Poznaniacy najwięcej goli strzelają w ostatnich kwadransie, aż 14! Świadczy to o bardzo dobrym przygotowaniu fizycznym oraz grze do końca. Zresztą wiślacy w tym aspekcie aż tak nie odstają, gdyż wtedy zdobyli ich aż 8 (z czego aż 7 u siebie). To właśnie z Wisłą w domowym meczu Darko Jevtić w doliczonym czasie gry zapewnił tylko remis. Tylko, gdyż to był jeden z  najlepszych meczów, a właściwie godzina Lecha Nenada Bjelicy. Jest jednak jedna ciekawa statystyka, w której obie ekipy są na szczycie. I Lech, i Wisła rzadko tracą bramkę jako pierwsi. Kolejorzowi zdarzyło się to 8 razy (najlepszy wynik w lidze obok Legii), a krakowianom 9 razy. Co ciekawe, obie drużyny mają później problem z odrabianiem strat i obu tylko trzy razy udało się odwrócić wynik spotkania i uratować jakąkolwiek zdobycz punktową. Można ubolewać (lub też nie), że oba kluby królują również w liczbie obcokrajowców w wyjściowych składach. Średnio jest ich więcej, niż Polaków.

Dla Lecha plan pewnie jest jasny. Powstrzymać Carlitosa. Tylko, że z takiego samego założenia wyszła też Legia, a skutki widzieliśmy. Aby misja się powiodła konieczna jest dobra gra w defensywie pary Trałka-Gajos. Nawet nie defensywy, gdyż to właśnie asekuracje lub rozbijanie akcji przez tę parę będzie kluczowa. Stąd też ważna jest również optymalna dyspozycja Radosława Majewskiego, który w grze obronnej da więcej, niż powiedzmy Darko Jevtić, który miałby zostać ustawiony na pozycji numer 10. Carlitos strzelił dla Wisły równo połowę bramek, więc widać jak ważny jest on dla tego zespołu. Nie ma nawet sensu liczyć, ile punktów mniej miałby zespół przy Reymonta, gdyby nie on. Chociażby ostatni mecz ze Śląskiem, w którym popisał się hattrickiem. Kolejną ciekawą kwestią przed tym meczem jest fakt, że Kolejorz znowu mierzy się z zespołem, który w poprzedniej kolejce kapitalnie zaprezentował się przy Łazienkowskiej. Ostatni raz była to Jagiellonia Białystok, po której następnie Lech przejechał się w Poznaniu. I oby to był dobry omen dla zespołu Nenada Bjelicy. Niewątpliwie jest to kolejny mały finał dla nich, gdyż znają już wyniki rywali z Białegostoku i Warszawy, mogą podejść do tego pojedynku z nożem na gardle, a ewentualne zwycięstwo może dać pozytywnego kopa mentalnego, który może ponieść Kolejorza po ósmy tytuł mistrza Polski. I oby tak się stało!

Filip Modrzejewski

fot. Marta Kicińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *