VARcaby prezesa

Tym razem, dosyć nietypowo, lead zastąpił wielce wymowny post z Twittera. Wydaje się, iż doskonale wyjaśnia o czym będzie artykuł, a każdy wnikliwy obserwator od razu zauważy kilka problemów, które wygenerowałoby takie rozwiązanie. Ostatecznie nie doszło do porozumienia, ale jednak warto na chwilę pochylić się na tą propozycją. Tym bardziej, że pomimo zmasowanego sprzeciwu kibiców, pojawiają się też głosy poparcia, a część ludzi nie zauważa, lub nie chce widzieć absurdów, co w przyszłości może doprowadzić do niebezpiecznego precedensu.

Problem mniejszy: Wydaje się, iż prezes Boniek nie spojrzał dokładnie w tabelę przed rzuceniem swojego pomysłu. Co prawda jego podział faktycznie pozwoliłby na rozegranie wszystkich spotkań decydujących o układzie podium w tym samym czasie. Niestety, nie udałoby się tak samo załatwić walki o górną ósemkę. W przypadku wygranej Zagłębia Lubin, dwie pozostałe drużyny bijące się o grupę mistrzowską, czyli Wisła Kraków i Arka Gdynia grałyby w tym samym czasie, jednak rezultat Miedziowych mógłby mieć wpływ na poczynania w niedzielnych meczach. Brak porażki lubinian dawałby gdynianom tylko iluzoryczne szanse na zajęcie oczekiwanego miejsca. Nie dość, że musieliby wygrać derby, to jeszcze liczyć na porażkę Białej Gwiazdy, mierzącej się z zamykającą tabelę Sandecją. Natomiast w przypadku przegrania najbliższej konfrontacji przez Zagłębie, Wisła miałaby już pewne miejsce w górze tabeli i nie musiałaby się martwić wynikami innych spotkań. Trudno zaprzeczyć, iż taka wiedza, chcąc nie chcąc, zostaje głęboko w głowach piłkarzy i często wpływa na ich grę. Czasami motywująco, innym razem wręcz przeciwnie, ale w jakimś stopniu odbija się na boiskowych poczynaniach. A przecież nie po to gra się ostatnie kolejki w tym samym terminie, aby rezultaty z innych stadionów były jednym z czynników decydujących o znaczeniu danego spotkania. Chociaż taki zwyczaj istnieje od dawna i wydaje się być korzystny, nie jest jednak wypisany na kamiennych tablicach i niezmienny. W końcu zawsze można od niego odejść, nawet gdyby miało to decydować o grze zespołów z „drugiej tury”. Druga sprawa jest niestety znacznie poważniejsza…

Problem większy: A kibiców to mamy w dupie – tak można by streścić propozycję szefa PZPN-u, jeśli spojrzy się na nią z perspektywy ludzi zasiadających na trybunach. Zmiany terminarza są czymś normalnym i zdarzają się sytuacje w których należy sięgnąć po takie rozwiązanie. Jednak skandalem jest próba grzebania przy układzie gier na cztery dni przed pierwszym gwizdkiem. Spotkanie ukochanej drużyny to nie jest potańcówka w remizie wiejskiej OSP, którą można zastąpić prywatką albo zabawą w sąsiedniej gminie. Dla wielu ludzi mecz to nie tylko emocje, ale również wyzwanie logistyczne i koszty. Wnioski urlopowe, zmiany w grafikach, szukanie opiekunki do dzieci, itd. A to problemy, które dotykają tylko „miejscowych”. Trzeba również spojrzeć na kibiców, dla których każdy mecz domowy ich zespołu to wyjazd, lub tych którzy podążają za ukochaną drużyną na drugi koniec kraju, aby dopingować ulubieńców siedząc w klatce sektorze gości. Zmiana terminu spotkania w ostatniej chwili to dla nich ogromny kłopot. Przecież nie machną ręką na to, iż nie są w stanie być ze swoimi i w ramach rekompensaty udadzą się na inny mecz, który akurat zostanie przeprowadzony zgodnie z pierwotnym harmonogramem. Taka zmiana sprowadziłaby też sporo kłopotów na kluby prowadzące sprzedaż wejściówek już od dawna. Mają zwracać zainkasowane pieniądze ludziom, którym taka decyzja uniemożliwia przybycie, licząc na zajęcie wolnych miejsc przez innych? Zignorować problem, zaksięgować wpłaty i patrzeć na puste miejsca? Gdyby zdecydowano się na rozwiązanie prezesa Bońka, wpłynęłoby to zdecydowane na frekwencje, jak i powagę rozgrywek ligowych, która i tak jest mocno nadszarpnięta chociażby poziomem gry, czy (znowuż!) ślimaczym „wyścigiem” po tytuł.

Aby dogłębnie ocenić tę sytuację, należy zadać sobie pytanie, czy warto wprowadzać tyle komplikacji tylko po to, aby VAR mógł być obecny na każdym spotkaniu? Oczywistym jest, iż nikt rozsądny nie kupi dodatkowych czterech wozów tylko po to, aby użyć ich raz w sezonie i co rok przyjdzie się mierzyć z podobnym dylematem. Pytaniem pozostaje, czy obecność tej technologii jest aż tak ważna, aby generować mnóstwo kłopotów w ostatniej chwili. Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że na którymś spotkaniu bez VAR-u dojdzie do skandalu, który wypaczy wynik. Wtedy Zbigniew Boniek będzie mógł wejść cały na biało i powiedzieć: A chciałem zrobić tak dobrze. I zapewne chciał, tylko nie do końca przemyślał.

Źródło zdjęcia: flickr.com/photos/drabikpany/6254547949

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *