Analiza gry Lecha Poznań w meczu z Górnikiem

Lech Poznań pokonał na własnym boisku Górnik Zabrze 3:1 po bramkach Jóźwiaka, Trałki i Majewskiego, zostając jednocześnie liderem Lotto Ekstraklasy po tym, jak swój mecz przegrała Jagiellonia Białystok. Zapraszamy na analizę gry podopiecznych Nenada Bjelicy.

Mecz w Poznaniu rozpoczął się chwilę po osiemnastej, bo tak przecież nakazuje stosowana od jakiegoś czasu w polskiej lidze Multiliga, ale żadnych akcji nie oglądaliśmy. Dokładnie pięć razy przerywany był przez kibiców Lecha Poznań, którzy na murawę wyrzucali serpentyny. Jak się okazało, takie wydarzenia miały miejsce na większości stadionów w Polsce i można uważać, że jest to pewnego rodzaju protest przeciwko dziwnym pomysłom Komisji Ligi oraz Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Trałka od pierwszych minut, jak zresztą w spotkaniach z Wisłą czy wcześniej Lechią, pełnił rolę łącznika między formacją obrony, a środkiem boiska. W momencie, kiedy para bocznych defensorów poznańskiej drużyny – Kostevych i Gumny – włączali się do kontrataków czy akcji budowanych od własnego bramkarza, pomocnik Lecha przechodził do stojących w środku obrony: Dilavera i Vujadinovicia, asekurując jednocześnie swoich kolegów z zespołu. Podopieczni Nenada Bjelicy w takich sytuacjach dość często ustawiali się formacją: 3-6-1 lub 4-5-1.

Defensywny pomocnik „Kolejorza” słał jeszcze ze swojej połowy crossowe piłki – a’la Jerome Boateng, oczywiście przyjmując odpowiednie proporcje. Naprawdę ładnie to wyglądało. Kiedy poznaniacy chcieli przyspieszyć grę – robił to Trałka. Jeśli była mowa o zwolnieniu tempa – odpowiedzialny był za to, a jakże, Łukasz Trałka. Mogąc to do czegoś porównać albo dokładnie sobie zobrazować: gracz Lecha stanowił takiego biegającego po boisku trenera. Odpowiednio ustawiał formacje, a także dawał konkretne rady co do gry na murawie swoim kolegom.

Równie dobrze, co organizacja Trałki, wyglądało zachowanie Majewskiego w momencie, kiedy piłka zgrywana była od linii obronnej do Gytkjaera. Napastnik Lecha zgrywał głową do tyłu, a wtedy Majewski przyspieszał – próbując przejąć piłkę i wyprzedzić obrońców Górnika. Na plus dla ofensywy „Kolejorza” można zapisać również to, jak doskonale rozumieli się skrzydłowi: Klupś, Jóźwiak, z rozgrywającymi piłki wyżej bramki gości: Gajosem i Majewskim. Doskonale wiedzieli w którym momencie wyjść na obieg, tworząc przy tym doskonałą okazję do czystego zagrania w stronę napastnika Lecha.

Duńczyk przerwał passę pięciu meczów ze zdobytą bramką z rzędu, nie trafiając do siatki Loski w pojedynku z Górnikiem. Nie był to perfekcyjny występ snajpera Lecha, ale również nie najgorszy. Gytkjaer nie miał wielu okazji do pokonania golkipera gości. Kilkukrotnie podania w stronę snajpera słał młody Tymoteusz Klupś, jednak za każdym razem brakowało paru centymetrów dokładności. Tej, którą zapewnia „Kolejorzowi” pauzujący za kartki Darko Jevtic. Duński napastnik dobrze pracował w pressingu, co dwukrotnie skutkowało przejęciem przez niego piłki i wyprowadzaniem szybkiego kontrataku. W pamięci zapadła mi również sytuacja, kiedy koronkową akcję przeprowadził Majewski z Jóźwiakiem, Gytkjaer dobrze się zastawił, przepuszczając piłkę i stwarzając okazję dla Klupsia.

To, co podopieczni Nenada Bjelicy zdołali sobie wypracować w pierwszej połowie, mógł zaprzepaścić idiotycznym zachowaniem we własnym polu karnym, wprowadzony za Tymoteusza Klupsia, Nicklas Barkroth. W momencie wejścia Szweda na boisko napisałem na Twitterze: „Ostatnia szansa?” mając nadzieję, że Barkroth wreszcie coś pozytywnego poznańskim fanom zaprezentuje, a wyszło całkowicie odwrotnie. Przyjmując piłkę – odbił ją ręką, dając ewidentny pretekst do odgwizdania jedenastki. Nie chciałbym być w jego skórze, gdyby lechici tego meczu nie zdołali wygrać. Mam wrażenie, że tym występem spalił się już praktycznie doszczętnie.

Nie ukrywam, był to jeden z najbardziej emocjonujących meczów w wykonaniu Lecha w tym roku. Swoją cegiełkę do końcowego wyniku dołożył jeszcze indywidualną akcją Radosław Majewski, któremu wreszcie udał się strzał z dystansu i w ostatniej kolejce Lotto Ekstraklasy, wykorzystując potknięcie Jagiellonii Białystok – Lech Poznań obejmuje prowadzenie w tabeli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *