Kieleccy zmiennicy

Gino Lettieri na mecz z Lechem Poznań nie zabrał swojego pierwszego składu. Na parę dni przed ligową potyczką poinformował, że jego zespół zostanie podzielony na dwie grupy, które będą w swoim toku przygotowywały się do meczu ligowego, ale także pucharowego z Arką Gdynia, który został nazwany w klubie najważniejszym w tym sezonie.

Koroniarze muszą myśleć nie tylko o rywalizacji z Lechem, którą rozegrają w Poznaniu w piątek 13 kwietnia, ale także o najistotniejszym starciu tego sezonu, czyli meczu rewanżowym półfinału Pucharu Polski z Arką Gdynia. Kielczanie w Gdyni mogą przejść do historii jako druga drużyna Korony, która awansowała do wielkiego finału – mogliśmy przeczytać na oficjalnej stronie klubu, korona-kielce.pl

Nie ma w tym nic dziwnego. Puchar Polski to najkrótsza droga do zasmakowania gry w eliminacjach europejskich pucharów, a przy dobrych wiatrach, trafienia na jednego z dobrych zespołów i zaserwowanie swoim kibicom meczu drużyny, jakiego jeszcze lub od dawna nie oglądali na własnym stadionie. Chociaż pojawiły się głosy, że jest to mało sportowe, to jednak my przychylamy się do opinii, iż każdy zespół pokroju Korony zdecydowałby się na podobny ruch.

Lettieri w porównaniu do pierwszego meczu pucharowego z Arką Gdynia w pierwszej jedenastce dokonał czterech zmian, a w porównaniu ze Śląskiem aż sześciu. W Poznaniu zmianie zdecydowanie uległa linia ofensywna, gdzie brakuje m. in. napastnika Niko Kaczarawy, a także świetnie znanego w stolicy Wielkopolski Jacka Kiełba. Na ławce rezerwowych usiadł również czołowy strzelec Korony, Goran Cvijanovic, a w ogóle zabrakło na INEA Stadionie Jakuba Żubrowskiego, wymienianego w kontekście reprezentacji Polski. Poważną szansę od pierwszych minut dostał mało znany fanom polskiej piłki, 27-letni napastnik, Sanel Kapidzić, mający na swoim koncie tylko 22 minuty w barwach Korony w przegranym spotkaniu z Wisłą Płock.

Kielczanie nastawili się na grę długimi podaniami w stronę wybiegających za linię obrony Lecha – Kapidzicia oraz Aankoura. Poznańscy obrońcy jednak bardzo dobre potrafili ustawiać się w linii i albo łapiąc ich w pułapkę ofsajdową, albo skutecznie zasłaniając dostęp do piłki. Solidne warunki postawił Jevticiowi po lewej stronie Diaw, często wyłączając go z gry. W pierwszej części gry Jevtic nie zaprezentował futbolu, do jakiego przyzwyczaił kibiców przy INEA Stadionie. Zmarnował w dodatku rzut karny, którego wykonywać teoretycznie powinien, bo pierwszy do strzału wyznaczony jest Gytkjaer, to jednak zdołał kolegę z zespołu przekonać do oddania piłki. Z pewnością nie miał łatwo po tej sytuacji w szatni, bo chwilę później goście strzelili swojego pierwszego gola. W tym momencie warto pochwalić Zlatana Alomerovicia, który po raz kolejny broni rzut karny w lidze. Inteligencją czy sprytem wykazywał się także wtedy, kiedy bardzo wolno wprowadzał piłkę do gry, kradnąc cenne sekundy lechitom. Sędzia, co prawda, doliczył do pierwszej połowy jedną minutę, to wydaje się, że łącznie golkiper gości zabrał znacznie więcej czasu.

Trener Korony bardzo mądrze ustawił swoich piłkarzy od początku meczu, bo mieli oni głównie za zadanie przeszkadzać poznaniakom na własnej połowie i próbować swoich sił w kontratakach. Jedna taka sytuacja przerodziła się w gola dla Kielczan. Strzału z dystansu spróbował sprowadzony do Kielc z trzeciej ligi norweskiej Kapidzic i po rykoszecie wpadła do bramki Matusa Putnocky’ego. Nie ma co ukrywać: napastnik jest od stwarzania okazji, od oddawania strzałów. Bez nich nie ma goli. Próba Bośniaka została nagrodzona.

Sporo problemów po swojej prawej stronie z Kamilem Jóźwiakiem miała para Kosakiewicz-Rymaniak. Młody skrzydłowy poznańskiego Lecha żywiołowo biegał po boisku, a ciężko go też było pokonać fizycznie. W jednym z pojedynków ten pierwszy za faul na Jóźwiaku otrzymał żółtą kartkę. I co dziwne, Jóźwiak na drugą połowę już nie wybiegł.

Lech nie potrafił poradzić sobie z dyscyplinowaną taktycznie Koroną. Od podań odcięty został Gytkjaer, w meczu praktycznie nie istniał Darko Jevtic. Wprowadzony w przerwie Choblenko miał zrywy, nic więcej, zapewne nie tego oczekiwał od niego trener Nenad Bjelica. To nie był mecz poznaniaków, którzy prawdopodobnie po tej kolejce stracą fotel lidera na rzecz Legii lub Jagiellonii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *