Taktyczny klincz w Poznaniu

Korona Kielce po raz pierwszy wygrała mecz z Lechem w Poznaniu, mimo iż to Kolejorz stworzył więcej okazji na strzelenie gola. Co więcej zdecydowało o triumfie Scyzoryków?

Przed spotkaniem zdecydowanym faworytem był zespół gości. Niezdobyta od ponad roku Bułgarska, seria czterech zwycięstw z rzędu, oraz fotel lidera po 30. kolejce. Do tego eksperymentalny skład gości, którzy główne siły postanowili rzucić na rewanż Pucharu Polski z Arką. Jednak polska piłka jak zawsze okazała się być przewrotna i to właśnie Korona wywiozła trzy punkty z Poznania. Zasłużenie? Zdecydowanie nie. Jednak czy jakikolwiek rezultat w tym meczu byłby sprawiedliwy?

Zaraz po spotkaniu, na konferencji prasowej, Gino Lettieri chwalił się przygotowaniem świetnej taktyki, która pozwoliła mu ograć Kolejorza. Szybko spotkał się ripostą Nenada Bjelicy, który wyśmiał słowa swojego oponenta, zarzucając mu opieranie tezy jedynie na końcowym rezultacie.  Wydaje się, iż tak naprawdę żaden z nich nie ma racji. By to typowy mecz na 1:0, 0:0 albo 0:1. Korona wyglądała trochę tak, jakby ktoś grając w Football Managera przez przypadek od początku meczu ustawił taktykę zarezerwowaną na ostatnie minuty arcyważnego pojedynku w którym udało się objąć prowadzenie. Dawno nie widziałem sytuacji, kiedy już od startu jeden z zespołów grał na czas. A tak właśnie trzeba odbierać wznowienia Alomerovicia, który wyjątkowo celebrował każdy wykop z „piątki”. Kielczanie umiejętnie neutralizowali poczynania ofensywne Lecha, a ten odwdzięczył się im tym samym. Doszło do taktycznego klinczu, zupełnie jakby podczas gry w marynarza dwóch zawodników przez wiele kolejek pokazywało ten sam symbol. Taktyki były więc z jednej strony dobre – pod względem defensywnym – z drugiej zaś złe – zwracając uwagę na aspekt ofensywny. W takich spotkaniach kluczowe powinny okazać się „przebłyski” indywidualności, tych natomiast za bardzo nie widzieliśmy.

Kibice Lecha najwięcej pretensji powinni mieć do Jevticia. Nawet nie tyle za zmarnowanego karnego, który może się zdarzyć, co za sposób w jaki to zrobił i jego obojętną postawę w reszcie meczu. Warto zaznaczyć, iż pierwszym zawodnikiem wyznaczonym przez Bjelicę do jedenastek jest Gytkjaer. Szwajcar postanowił jednak odebrać mu piłkę i samemu „strzelić gola”. Stały fragment gry wykonał jednak fatalnie. Strzał w środek bramki, po ziemi, mógł trafić do siatki tylko w przypadku rzucenia się bramkarza w drugą stronę. Na nieszczęście Jevticia, Alomerovic wybrał dobry róg i nie miał większych problemów ze skuteczną interwencją. Co więcej, Szwajcar nie przejawiał zbyt wielkich chęci do odpokutowania swojej pychy i zignorowania poleceń trenera. Człapał przez resztę spotkania i z niewiadomych przyczyn nie zszedł do końca meczu z boiska.

Fani Korony zapewne wielkiego żalu do swoich idoli nie mają, w końcu wygrali trudną potyczkę, jednak trzeba przyznać otwarcie, iż w ofensywie nie zaprezentowali zbyt okazałej gry. Gol padł, jednak nie w wyniku świetnej akcji i trudno spodziewać się jakiejś powtarzalności w przypadku ponowienia podobnego poziomu.

Niestety, byliśmy świadkami spotkania, w którym akcje zazwyczaj kończyły się przed polem karnym, gdzie obydwie ekipy nie pozwalały na tworzenie ciekawych zagrań, blokując potencjał ofensywny oponentów. Nie wygrał lepszy, jednak można by powiedzieć to samo niezależnie od końcowego rezultatu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi