Faktycznie, Lotto Ekstraklasa…

Lech Poznań przegrał na własnym stadionie z Koroną Kielce 1:0, Jagiellonia Białystok przegrała 2:0 z Górnikiem Zabrze, a Legia Warszawa poległa 1:0 z Zagłębiem Lubin. Wyścig żółwi o tytuł mistrza Polski trwa w najlepsze. Jak ktoś dobrze napisał na Twitterze, nie ma lepiej dobranego sponsora tytularnego do piłkarskich rozgrywek, niż w Polsce. Chyba maszyna losująca wylosuje nam mistrza za sześć kolejek.

Lotto Ekstraklasa jest zaprzeczeniem samej siebie. Na próżno szukać w niej jakichkolwiek zasad logiki. Lech nie przegrał w Poznaniu od roku, Korona w stolicy Wielkopolski jeszcze nie wygrała, „Kolejorz” jest w gazie, kielecka drużyna przyjechała okrojonym zespołem, bo poważniej traktuje rozgrywki Pucharu Polski. I co? Po raz pierwszy od roku Lech przegrywa, marnując pięć, sześć doskonałych okazji w meczu, a podopieczni Gino Lettieriego wykorzystują jeden strzał napastnika sprowadzonego z 3. ligi norweskiej i wywożą trzy punkty.

Wszyscy doskonale pamiętamy, jak zawodnicy Ireneusza Mamrota kapitalnie poradzili sobie parę tygodni temu na Łazienkowskiej, dominując nad mistrzem Polski i pokonując go przewagą dwóch goli. Możliwe, że punkt zwrotny nastąpił po wysokiej porażce w Poznaniu, gdzie nawet prowadzili – mając w pewnym momencie w tabeli na żywo przewagę nad Lechem 11 punktów – ostatecznie przegrywając 5:1, a w ostatecznym rozrachunku po 30. kolejkach dali się mu wyprzedzić. W sobotę grali z Górnikiem, który nie był w najwyższej formie. Ostatnie spotkanie wygrali w marcu, z Piastem, a kolejno notowali same remisy czy porażki – ostatnio w Poznaniu. I co? Jagiellonia na własnym stadionie nie potrafiła stworzyć sobie przez cały mecz dogodnej sytuacji do zdobycia bramki, Górnik przeważał, walczył i wyszarpał w końcówce zwycięstwo.

Legia z Zagłębiem w tym sezonie wygrywała dwukrotnie. Słońce w Warszawie zaczęło wychodzić z chmur po wysokiej wygranej nad Pogonią Szczecin. Genialna szansa na wykorzystanie potknięć rywali z Wielkopolski i Podlasia i możliwość wskoczenia na fotel lidera. I co? Hamalainen nie trafia dwa razy na pustą bramkę, Niezgoda pudłuje niemiłosiernie, a defensywa Legii myśli już o letnich wakacjach. Nie mam pojęcia jak wytłumaczyć zachowanie Adama Hlouska przed strzeleniem gola przez Starzyńskiego. Po prostu kryminał.

Jedenaście porażek mistrzowi Polski w jednym sezonie ligowych zwyczajnie nie przystoi. Legioniści obok Wisły Płock mają ich w grupie mistrzowskiej najwięcej ze wszystkich drużyn. Głową za taki stan rzeczy, ale też za brak poprawy stylu od dłuższego czasu, zapłacił szkoleniowiec Romeo Jozak. Jak to było? Długofalowy plan, wprowadzenie młodzieży do zespołu, wdzięczność właścicielowi Mioduskiemu?

W Warszawie brakuje chłodnej głowy, a karuzela trenerska trwa w najlepsze. Jaki sens miała decyzja o zwolnieniu Jozaka, ale pozostawieniu jego ludzi: Kepciję i wreszcie Klafuricia, który ma prowadzić drużynę do końca sezonu? Brak w tym jakiejkolwiek logiki, tak jak brak logiki w Ekstraklasie. Całkowicie nie zdziwi to, że po takiej zmianie, Legia Klafuricia zacznie wygrywać. Romeo Jozak to świetny specjalista, wybitny motywator, dyrektor sportowy. Klafuric to przede wszystkim tylko trener i aż trener. Półka wyżej niż Jozak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi