Głos kibica: Drugi oddech Legii Warszawa

2 maja, Dzień Flagi, można by powiedzieć że wielu flag, a nawet sektorówek, które przyozdabiały finałowe spotkanie rozgrywane na Stadionie Narodowym. Kibice z Warszawy mają powody do radości – Legia po raz 19. zdobyła Puchar Polski i tym samym zapewniła sobie grę w europejskich pucharach, a do tego dochodzi jeszcze prowadzenie w Ekstraklasie. Odkąd drużynę opuścił trener Romeo Jozak, widać nowego ducha w zespole. Jak stwierdził Tomasz Hajto, „znów zaczyna się miło oglądać Legię”.

Do końca sezonu zostały już tylko cztery kolejki. W najbliższą niedzielę Legia wybierze się do Białegostoku. Następnie u siebie podejmie Wisłę Płock oraz Górnika Zabrze, a na koniec czeka ich wisienka…. nie, truskawka na torcie, czyli wyjazd do stolicy Wielkopolski. Gdyby mecz w Poznaniu odbywał się z tak ułożoną tabelą, jak dziś, to mielibyśmy wielkie widowisko. Jeśli progres formy Legii nie zakończył się na spotkaniu o finał Pucharu Polski, to kibice z Łazienkowskiej powinni 20 maja cieszyć się z kolejnego tytułu Mistrza Polski.

W przerwie zimowej Legia dokonała kilku transferów. Wiele osób zadawało sobie pytanie, „czy to dobry moment?”. Według mnie, w końcu wykorzystano najlepszy czas na przygotowanie kadrowe drużyny. Wcześniej bardzo często zdarzało się, że ściągano zawodników bardzo późno, przez co ogrywali się oni dopiero w meczach eliminacyjnych europejskich pucharów. Teraz mogliśmy liczyć na to, że monolit pojawi się już wcześniej. Wiele osób martwiło się jednak o początek rundy wiosennej ze względu na słabe wyniki meczów podczas zgrupowań na Florydzie i w Hiszpanii oraz dużą ilość transferów. Mieli trochę racji. Chociaż wydawało się, że piękne zwycięstwo nad Śląskiem Wrocław w pierwszym meczu rozwiał wątpliwości pesymistów, to niestety było to wrażenie złudne. Tak naprawdę na następne dobre spotkanie w wykonaniu Wojskowych czekaliśmy aż do 27 kwietnia, czyli zwycięstwa na własnym boisku z Koroną Kielce. W międzyczasie oglądaliśmy wiele rotacji w składzie, sinusoidę wyników, odsunięcie Michała Kucharczyka od pierwszej drużyny, słabą postawa „mega transferu” (Silvy) i zwolnienie trenera Jozaka.

Moglibyśmy demonizować, skupiać się na minusach Legii, ale patrząc na obecne wyniki, trzeba zauważyć, że jest kilka powodów, z których możemy się cieszyć. Warto zwrócić uwagę chociażby na trzech piłkarzy, którzy zimą pojawili się przy Łazienkowskiej – Chrisa Philippsa, Marko Vesovicia oraz Williama Remy’ego. Pierwszy z nich godnie zastępuje Thiago Moulinna, z kolei drugi posadził na ławkę naszego reprezentanta – Artura Jędrzejczyka. Najbardziej z tej trójki podoba mi się jednak William Remy – silny, zdecydowany i pewny siebie gracz, nie bojący się walki jeden na jeden, grający jako defensywny pomocnik lub tworzący z Michałem Pazdanem środek obrony. Sam Miroslav Radovic powiedział, opisując Francuza, że jest to Dickson Choto, tylko o kilka poziomów lepszy. Zdecydowanie to potwierdzam. Mimo, iż na początku było widać brak chemii pomiędzy Remy’m a Pazdanem, tak dziś wydaje się dobrze układać współpraca między defensorami Legii.

W dodatku mamy w zanadrzu Cafu, Domagoja Antolica, czy naszego kapitana Miroslava Radovica. Dokładając dwóch młodych i bardzo dobrze zapowiadających się wychowanków – Jarosława Niezgodę i Sebastiana Szymańskiego, to widzimy, że mamy już naprawdę mocne filary drużyny. Wiemy, że nazwiska same nie grają. Mieliśmy w ostatnich miesiącach tego przykład, ale piłkarze Wojskowych musieli się zgrać i złapać drugą świeżość. Wydaje się, że zawodnicy w końcu „się dotarli”, o czym świadczy fakt, że Legia pozostaje jedyną drużyną z czołówki tabeli, która ostatnio regularnie zbiera komplety trzech punktów. Najbliższe cztery spotkania zweryfikują czy tak faktycznie jest.

Minusem, o którym muszę wspomnieć, jest zatrudnienie wielkiej ilości obcokrajowców, niekoniecznie dającym oczekiwaną jakość. Chodzi mi przede wszystkim o Eduardo Silvę – wielkie nazwisko, ale już tylko na papierze. Zdecydowanie nie jest to ten sam zawodnik, który kilka lat temu w barwach chociażby Szachtara Donieck zdobywał bramki. Zastanawia mnie, czy nie lepiej byłoby szukać piłkarzy z potencjałem na rodzimym podwórku, robiąc tym samym miejsce dla młodego polskiego pokolenia zawodników.

Na koniec wróćmy jeszcze do tematu mistrzostwa, czyli ostatniego brakującego elementu układanki dla stołecznej drużyny. Sezon 2017/18 jest wyjątkowy w Ekstraklasie. Nie dlatego, że po raz pierwszy po rundzie zasadniczej nie podzielono punktów, ale dlatego, że drużyny ze ścisłej czołówki, czyli Legia i Jagiellonia, po 33. meczach mają ponad 10 porażek. Natomiast Lech Poznań nadrabia to wysoką ilością remisów – 11 (przy 7 porażkach). Wątpię, żeby był to efekt wyrównania się poziomu w lidze. Bardziej jest to obniżka formy wśród najlepszych zespołów ligi. Bez swoich najlepszych zawodników w dobrej predyspozycji na takim etapie rozgrywek, typowanie tego, kto zdobędzie mistrzostwo jest podobne do wróżenia z fusów. Chociaż obecnie te fusy najlepiej układają się dla drużyny z Łazienkowskiej. Czy w Poznaniu 20 maja odbędzie się wielkie warszawskie, wojskowe święto? Mam nadzieję, że tak!

Łukasz Juki Matusik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi