Pewnym ludziom w Poznaniu trzeba już podziękować

Lech wyłącza się z walki o mistrzostwo Polski, przegrywając w fatalnym stylu z Jagiellonią Białystok na własnym stadionie 0:2 po bramkach Sheridana i Kwietnia. Kibic „Kolejorza” może czuć się w ostatnich latach jak kibic Arsenalu. Bez większych sukcesów, wiecznie przegrany. Obawiam się, że tutaj nie pomoże już zmiana trenera. Potrzebne są zmiany na górze, ale tych raczej nikt się nie doczeka, bo przecież jest sukces finansowy. Sportowy pozostawiony na drugim miejscu.

– Nie obniżę cen biletów, a sukces finansowy klubu będę cenił na równi z sukcesem sportowym.  Zapewniam, że nie tylko pieniądze i budżet klubu będą przedmiotem moich zainteresowań. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie będzie sukcesu finansowego Lecha bez jego sukcesu sportowego – mówił Karol Klimczak, prezes Lecha, kiedy obejmował tę funkcję w 2011 roku w wywiadzie dla poznan.sport.pl

Sukces finansowy jest, ale nie ma mowy, żeby mówić o sukcesie sportowym, chyba, że prezes Klimczak uważa inaczej – finanse stawia na równi z wynikami sportowymi. Pieniądze przyniosła i pewnie przynosić będzie jeszcze przez długo akademia „Kolejorza”. Poznańscy wychowankowie, można otwarcie powiedzieć, że podbijają świat. Linetty z Kownackim, a można podpiąć na siłę Bereszyńskiego – walczą w Serie A. Bednarek wdarł się do pierwszego składu Southampton z Premier League. Kędziora gra regularnie i ma bardzo dobrą pozycję w Dynamo Kijów. Będą następni, choćby najlepszy od dłuższego czasu Jóźwiak czy Gumny. Sprzedaż ich za wielkie pieniądze przyniesie grube pieniądze, więc prezes Klimczak będzie mógł przejść się na Stary Rynek w Poznaniu i urządzić własną fetę. Kolejne „trofeum” do gabloty.

Trofea i prawdziwe sukcesy sportowe Lecha od 2011 roku, czyli za kadencji prezesa Karola Klimczaka:

1 mistrzostwo Polski w 2015 roku, 1 Superpuchar Polski w 2015 roku – dwa trofea, jeden awans do fazy grupowej Ligi Europy

I to byłoby na tyle. „Kiepsko” zarządzana w ostatnich lata Legia Warszawa:

4 mistrzostwa Polski, 6 Pucharów Polski – 10 trofeów oraz w tym samym czasie awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów

Różnica jest widoczna gołym okiem. Lech za kadencji prezesa Karola Klimczaka nie zdominował ligi, nie jest najlepszym klubem w Polsce, nie jest najbardziej znanym polskim klubem w Europie, nie wywalczył zbyt wielu cennych pucharów tak bardzo uwielbianych przez kibiców. Ważna w środowisku „Kolejorza” jest przecież rekordowa sprzedaż Jana Bednarka za 6 milionów euro. Tyle, że kibice takimi ciekawostkami cieszyć się będą przez dwa, góra trzy dni, a mistrzem Polski czy zdobywcą Pucharu Polski jest się przez przynajmniej rok. Najgorsze w tym wszystkim z punktu widzenia kibica Lecha Poznań jest to, że perspektyw na to, że coś zmieni się w najbliższym czasie nie ma. Tu już raczej nie pomoże ewentualne zwolnienie Bjelicy. Błędy w walce o mistrzostwo Polski zostały popełnione w dwóch okienkach transferowych.

Latem ściągnięto do Poznania obcokrajowców – według całego poznańskiego komitetu transferowego – obserwowanych od wielu lat, mających na koncie trofea i z chęcią zdobywania kolejnych. Kto z letniego zaciągu sprawdził się najbardziej? Udane transfery w tamtym okresie można policzyć na palcach jednej ręki: Christian Gytkjaer, Emir Dilaver i ewentualnie Nikola Vujadinovic. Cała reszta: Rakels, Situm, Barkroth, Janicki, Vernon de Marco nie wniosła niczego albo niczym praktycznie nie wyróżniała. Zimą miało być inaczej, wszyscy mieli wyciągnąć odpowiednie wnioski, pozbyć się zawodników mentalnie nieprzygotowanych do gry na poznańskim stadionie, kibice znowu nabierali jakiejś nadziei, a to kibice znowu dali się po prostu nabrać. Ściągnięto z ligi ukraińskiej Khoblenkę, z ligi bośniackiej Koljicia i rezerwowego Jagiellonii Białystok, Piotra Tomasika. Zimą przyszedł też zakontraktowany wcześniej Thomas Rogne. Dajcie listę tych piłkarzy jakiemukolwiek kibicowi w Poznaniu i jednogłośnie stwierdzi: nie są to zawodnicy o wysokich umiejętnościach, a co mówić o tym, że mogą stać się zawodnikami pierwszego składu. Kiedy wydaje się, że kibic już nie da się oszukać i potrzebne będą prawdziwe, letnie wzmocnienia – nieoficjalnie wszyscy dowiadują się, że do stolicy Wielkopolski ściągnięty zostanie Cywka. Ręce opadają. To jeszcze czas na Fojuta i Lewandowskiego. Mateusza, oczywiście, Robert już dawno z poznańskim klubem jest pokłócony.

Zmiana trenera Nenada Bjelicy tutaj nie pomoże, choć pewnie i on jest winny całej tej sytuacji. Miał dwa sezony na przygotowanie drużyny, miał jakiś konkretny wpływ na piłkarzy, którzy do Poznania przyszli – a nie udało mu się zdobyć nic. Dostał wszystko, a zrobił zwykłe ściernisko. Chorwat nie wypracował żadnego stylu drużyny, a jego ciągłe kłótnie z sędziami i nawet z dziennikarzami, na pewno nie pomagały drużynie. Najlepszymi piłkarzami Lecha w meczu z Jagiellonią byli Kamil Jóźwiak i Maciej Makuszewski. Ten drugi, z powodu ciężkiej kontuzji, najmniej przepracował z drużyną Bjelicy ze wszystkich. A i tak grał od nich lepiej. Wymowne, prawda?

Jakbym był na miejscu właścicieli „Kolejorza” i chciał załagodzić pożar, który wybuchł po porażce z Jagiellonią – podziękowałbym i prezesowi Klimczakowi i trenerowi Bjelicy. Na to pierwsze, kluczowe, się nie zanosi i tylko kibiców żal, bo im najbardziej w Poznaniu zależy na sukcesach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi