Serbski wojownik z niebieskim sercem

Ivan Djurdjevic po zakończeniu obecnego sezonu zostanie trenerem Lecha Poznań – poinformował dzisiaj klub w oficjalnym komunikacie na stronie internetowej. Serb czekał, czekał, aż doczekał się swojej szansy. Do tej pory prowadził rezerwy poznańskiego Lecha grające na co dzień w 3. lidze.

Obcokrajowiec musi wiedzieć, w jakim miejscu jest i jakie ono jest ważne dla ludzi. Piłkarzy, którzy tego nie rozumieją, tutaj nie chcemy. Trzeba mu powiedzieć jasno, że jak przegra, to może dostać w ryj – mówił jakiś czas temu przyszły trener Lecha, Ivan Djurdjevic, w wywiadzie przeprowadzonym przez Jakuba Olkiewicza i Jakuba Białka z weszlo.com.

Bardzo mądra i zmuszająca do refleksji wypowiedź Djurdjevica. I przede wszystkim prawdziwa. Dzisiaj piłka nożna to sport dla najemników, patrzących tylko jak dwudziestego każdego miesiąca powiększają się zera na bankowym koncie. Lojalność? Lojalność w tych czasach nie istnieje. Liczą się tylko pieniądze. Ivan Djurdjevic nie był jednak takim typem. W Lechu Poznań jako piłkarz do wirtuozów nie należał, obrońcą znakomitym również nie był, ale nie można było mu odmówić jednej rzeczy. Walki. Serb został w Poznaniu zapamiętany jako wojownik, z takim wydźwiękiem kończył przecież swoją przygodę z futbolem jako piłkarz. Dał do zrozumienia kibicom jeszcze jedno. On w Lechu jako klubie i Poznaniu jako mieście się zwyczajnie zakochał. Nie wyobraża sobie życia w innym miejscu na ziemi niż tutaj. Wie i rozumie, czym dla ludzi z Wielkopolski jest Lech Poznań i za zadanie miał wpajać tę ludzką świadomość młodym adeptom Lecha z akademii. Teraz przyjdzie mu to robić w pierwszym zespole, a tam obcokrajowców i zwykłych najemników – jak to w Polsce i innych miejscach na świecie – nie brakuje.

– Nie wyobrażam sobie tego, że po dwóch dniach, w razie czego spakuję się i wyjadę. To dla mnie wielka odpowiedzialność. Nie jeden raz mówiłem, że wiem jak ważny dla miasta i regionu jest Lech, że jego koszulka, z jego herbem, to nie 20 gram, a 20 kilogramów. Ten klub jest wielki i zasługuje na to, by za niego wskoczyć w ogień. I ja to zrobię – czytamy wypowiedź Djurdjevica na oficjalnej stronie Lecha Poznań.

Serbski szkoleniowiec jest przede wszystkim świadom tego, jak wiele dla Poznania i całej Wielkopolski znaczy Lech. To nie jest trener Bjelica, nie jest to Urban czy inny Skorża. O żadnym z nich nie można powiedzieć, że są kibicami „Kolejorza”. Ivan Djurdjevic, jak sam przyznaje, kocha klub i wskoczy za niego w ogień. Może i to są piękne słowa, ale rzadko kto odważy się, żeby je wypowiadać. Serb ryzykuje sporo, bo co z tego, że ma spory kredyt zaufania kibiców i jest przez nich lubiany? Legenda w pięć minut może stać się zeszmaconą osobą przez parę przegranych meczów. Cała wina złej dyspozycji dnia piłkarzy, tego, że napastnik z pół metra strzela dziesięć metrów nad bramką – przechodzi na trenera. Nie bał się wyzwania i je podjął, bardzo jesteśmy ciekawi, z jakim skutkiem.

Jak czytamy na kkslech.com, Serb przed przyjęciem oferty z Lecha Poznań, postawił kilka twardych warunków, na które szefostwo „Kolejorza” przystało: otrzymał własny sztab szkoleniowy z asystentem Markiem Bajorem, trenerem bramkarzy Zbigniewem Pleśnierowiczem oraz trenerem siłowym Andrzejem Kasprzakiem; będzie miał decydujący głos przy sprowadzaniu piłkarzy; możliwość zmiany ustawienia formacji, a także roszad na liście graczy, którzy mieli opuścić szeregi poznańskiej drużyny. Niby wydają się to takie podstawowe sprawy, ale przecież Bjelica przyznawał na konferencjach prasowych, że on piłkarzy nie ściąga, choć prawo weta miał. Kluczowymi aspektami przemawiającymi za Djurdjevicem są, oprócz oczywiście charakteru, posiadanie wiedzy o realiach panujących w Polsce oraz doskonała znajomość drużyn młodzieżowych w Kolejorzu, na których poprzednicy nie stawiali na przykład w tak dosadny sposób, jak robiono to w Górniku Zabrze. Lech liczy na swoich wychowanków, a Djurdjevic chętnie po najlepszych z grup juniorskich będzie sięgał.

Charakter i zaangażowanie to jedno, czego przecież odmówić nie można było nawet Nenadowi Bjelicy, ale umiejętności i realny wpływ na zespół to drugie. Czy Serb przez pięć lat zdołał zdobyć taką wiedzę i doświadczenie, żeby zostać rzuconym na posadę pierwszego trenera Lecha? Oczywiste jest, że kiedyś zacząć trzeba, ale czy taki klub jak Lech nie zasługuje na osobę mającą na swoim koncie już jakieś trofea w seniorskiej piłce? Nie odbieram Djurdjevicowi umiejętności, bo może je ma i jakiś pomysł na drużynę „Kolejorza” również, ale to, że do tej pory prowadził tylko rezerwy Lecha Poznań i był na paru stażach w europejskich klubach – za nim nie przemawia. Jedno jest pewne: ryzyko jest duże, wielu porównuje Djurdjevica do Rumaka, ale szansa dla niego kiedyś przyjść musiała, a jak ją wykorzysta, zależy tylko od niego. Ciężar pracy i presji na pewno jest ogromny.

Fot: gol24.pl / Marek Zakrzewski.


Zobacz nasz kanał na YouTube:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi