Sebastian Mila – może i nie legenda, ale piłkarz z niego był świetny

Sebastian Mila wiesza buty na kołku. Już więcej nie zobaczymy go w akcji, nie ujrzymy wspaniałych goli z dystansu, nie uraczy nas swoją determinacją i instynktem boiskowego przywódcy. Dziękujemy.  

Boiskowy Waldek ze „Świata według Kiepskich” niejednokrotnie pokazał, że można na niego liczyć. Niestety, a może i stety, nikt nie wiedział o tym w 2003 roku. Wówczas brak Radosława Sobolewskiego miał być wielkim ciosem dla Groclinu, walczącego z Manchesterem City. Sebastian Mila pozostawał w cieniu urodzonego w 1976 roku piłkarza. Mecz podziwiało 32,5 tysiąca kibiców, w tym około 500 polskich. Na samym nieobecność Sobolewskiego była aż nadto widoczna. Wieszczycki i Mila mieli wielki problem z zawodnikami The Citizens. Pierwsi strzelili gospodarze z Manchesteru, a dokładniej Nicolas Anelka. Chwilę później doskonałej okazji do zdobycia bramki nie wykorzystuje Marcin Zając stając oko w oko z Davidem Seamanem. Nadeszła ta chwila. Pamiętny rzut wolny. Piłkę ustawia 20-latek, spokojnie podchodzi do niej i przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego pokonuje bramkarza Citizens. Grodzisk Wielkopolski oszalał, a wraz z nim cała Polska.

Jedenaście lat później Mila dokonuje tego samego – wpisuje się w karty historii futbolu. Tym razem w biało-czerwonej koszulce, przeciwko Niemcom – 11 października 2014 roku dobija odwiecznego rywala. Niemcy ani razu w futbolu nie padli ofiarą Polski, aż do tamtej nocy. Pierwszy mecz Adama Nawałki, w którym mogliśmy zweryfikować czy Polska dzięki nowemu selekcjonerowi wstanie z kolan. Atmosfera na Stadionie Narodowym była wtedy niesamowita, każdy myślał o fecie po historycznym zwycięstwie – inni bardziej, drudzy mniej, aby przypadkiem nie obejść się ze smakiem po meczu. Oczywiście kontrowersji nie zabrakło i już w pierwszej połowie sędzia musiał słuchać gwizdów spowodowanych jego decyzjami. Niemcy często gościli na połowie biało-czerwonych, ale nie zdążyli wybudować tam gniazda. Obrońcy neutralizowali wszystkie potencjalnie groźne okazje. Z czasem niestety nasiliły się ataki ze strony niemieckiej. Thomas Mueller miał kilka dobrych okazji z rzędu, ale królowi strzelców z Mundialu nie udało się ani razu trafić dla swojej reprezentacji. Fenomenalna seria parad Wojtka Szczęsnego, który zasłużył najbardziej na szacunek po pierwszej części. Początek meczu nie był specjalnie ekscytujący. Dopóki Milik nie trafił na 1-0. Wybuchł pierwszy wulkan radości. Lewandowski dośrodkowuje, Milik znajduje się samotnie w polu karnym, gdzie posyła piłkę głową za bramkarza reprezentacji Niemiec. Wielka radość i podekscytowanie. Każda następna akcja Niemców przyprawiała polskiego kibica o zawał. Lekiem na serce okazało się wprowadzenie Mili za Milika. Umarł król, niech żyje król. 11 minut po zmianie, Mila stawia kropkę nad „i”. Robert Lewandowski szuka partnera do podania piłki. Dostrzega świetnie ustawionego 31-letniego pomocnika, przywódcę. Ten bez problemu, płasko i pierwszej piłki strzela na bliższy słupek. 2-0. Znowu brawa dla Sebastiana.  

To są dwie najbardziej kojarzone sytuacje z Sebastianem Milą. Albo atakuje nożem z ukrycia, albo dobija nim swoją ofiarę. W każdym razie gość, którego kojarzą wszyscy polscy kibice. Kojarzą i lubią, bo choć nie ma osiągnięć jako zawodnik w seniorskiej piłce nożnej, to właśnie jest zawodnikiem takim, na którego można zawsze liczyć. Nie był wielką legendą, ale podejrzewam, że będzie lepiej wspominany niż niektóre legendy, co chyba jest ważniejsze. Po prostu był sympatycznym przywódcą, a jego gra mogła dać nam uśmiech. To jest „tylko i aż”, by być jednym z najbardziej szanowanych grajków w Lotto Ekstraklasie.  

To jest akapit, w którym dziękujemy i szanujemy Adama Nawałkę. Za bycie człowiekiem i niezapominanie o tych, którzy są godni pamięci, zwłaszcza kiedy przeżywają trudne chwile. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku Sebastiana Mili, bo jak każdy normalny człowiek miał swój gorszy czas i jak każdy normalny człowiek potrzebował pomocy. Pomyślał właśnie o tym Adam Nawałka. Ja tylko mogę powiedzieć tyle, że trener dzwonił do mnie w momencie, kiedy byłem tak naprawdę gdzieś na bocznym torze, miałem kontuzję i problemy z nadwagą, a moja forma była słaba. Wtedy pytał mnie o zdrowie i o to, jak się czuję oraz motywował mnie do ciężkiej pracy, żebym wrócił do swojej dyspozycji. Kiedy trener robi to w momencie tak trudnym dla zawodnika, to jest to naprawdę wyjątkowy specjalista. – tak o selekcjonerze polskiej reprezentacji wypowiada się Mila. Gdyby nie Nawałka, wówczas znakiem zapytania byłaby przyszłość Mili. Mógł swoje ostatnie lata spędzić na niższym poziomie. Koniec kariery? Wówczas nikt by przejmował się takim obrotem spraw, ponieważ ten człowiek zostałby zapomniany, a ze względu na to, że był sobą, nie był wart takiego zakończenia.

Źródło zdjęcia: commons.wikimedia.org

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi