Królewscy po raz kolejny najlepsi w Europie.

Sobotni wieczór w Kijowie. Tym razem urozmaicony finałem Ligi Mistrzów pomiędzy Realem Madryt a Liverpoolem. Królewscy pokonując The Reds 3-1 wygrali po raz 13 Champions League i ogółem trzeci raz z rzędu.  

Ten sezon dla Realu Madryt był nieudany. Duża strata do FC Barcelony – największego rywala – wiele kompromitacji i gra poniżej oczekiwań. To stworzyło również zagrożenie dla Zinedina Zidana, dla którego finał Ligi Mistrzów miał być ostatnią deską ratunku. I legendarny Francuz się uratował mogąc podziwiać też wspaniałą grę swoich podopiecznych, a zwłaszcza Garetha Bale. Walijczyk strzelił fenomenalnego gola z przewrotki, jednego z najpiękniejszych tego sezonu. 

Pierwsza połowa przebiegła spokojnie. Było kilka groźniejszych akcji, ale zazwyczaj kończyły się one strzałem posłanym wszędzie poza bramką. Widoczna była niewielka dominacja Liverpoolu, ale defensywa Realu dawała sobie radę ze słynnym ofensywnym trio, poza paroma groźniejszymi sytuacjami. Poziom The Reds trzymał Salah, na którym opierały się ataki zespołu z miasta Beatelsów. Widoczne to było dla zwykłego kibica, dopiero po jego smutnej utracie

Dochodzimy do pierwszej kontrowersyjnej sytuacji, a mianowicie – Ramos. Pomyślmy może nad tym, czy zawodnika, który zakłada celowo dźwignie rywalowi, niszcząc mu marzenia o Mundialu warto wprowadzać do gry. O tyle o ile bywali piłkarze, których nazwać można niewyżytymi psycholami to Sergio zachował się jak ostatni cham i nie wykonał choćby najdrobniejszych gestów, by zmienić o sobie opinie (czyt. przeprosiny). Mówiąc w skrócie: Debil. Oby Salah mógł zagrać na Mistrzostwach, bo swoją postawą na boisku i poza nim pokazał, że na to zasługuje. Po prostu to był jego sezon.   

Dwa błędy Kariusa. 3-2=1. Tak, mielibyśmy rezultat 1-1 i dalsze emocje w dogrywce, ewentualnie w karnych. Bezlitosna drużyna, bezlitośni fani. Przez moment bałem się, że Karius podzieli los Roberta Enke. Najpierw samotny płacz w polu karnym, słowa pocieszenia z ust zawodników Realu. Niestety, w szeregach The Reds nikt nie podszedł wesprzeć Niemca, choć miałem wrażenie, że to było to, co troszeczkę ułatwiłoby mu życie. Mimo to bramkarz przegranych zdobył się na odwagę i podszedł pod trybuny. Później doszła do mnie myśl – Karius rozegrał dobry mecz. Może jestem jakimś pieprzonym heretykiem do spalenia na stosie, ale to tylko jakaś podpowiedź od głosów w głowie, od których również usłyszałem: Przecież ile miał niesamowitych i zdumiewających interwencji? Ile razy, gdy kibice byli bliscy zawału, to ten ich ratował, swoim refleksem? Te dwa błędy były jego jedynymi. Czy się z tym zgadzam? Nie, ale to uwzględniam. Karius przegrał z piłką nożną, ma za słaby charakter na grę w Liverpoolu i w finale. Oczywiście może się to zmienić i oczywiście nie mam ochoty na pogrążanie tego zawodnika.  

Dla odmiany teraz zachwycanie się, a nie geneza kompromitacji. Gareth Bale, dla niektórych 100 milionów opakowane w białą koszulkę, dla innych niekoniecznie. Bale przechodził do Realu w okresie, gdy zapłata ponad 90 milionowa była czymś kompletnie nowym. Owszem, każdy wiedział, że będziemy mieli coraz więcej większych wydatków na rynku transferowym, ale ciężko jest się do tego przyzwyczaić. W ciągu ostatnich lat do niektórych doszło, że w zasadzie to cena za Bale była uzasadniona. Inni do dziś twierdzą, że to za dużo. Powiem zupełnie inaczej niż ci drudzy – to za niska kwota, patrząc przez pryzmat realiów z ostatnich lat. To jest fakt. Bale jest Panem Piłkarzem, a uzasadnienie jego ceny już zweryfikowano na boisku. To gość z niesamowitą techniką, stylem gry i szybkością. Jeden z lepszych na świecie, a trafieniem z przewrotki w finale podpisał tylko moje słowa. 95% jego podań było celnych. Oszałamiająca liczba. Los Galacticos wykorzystali swój potencjał na ławce rezerwowych, gdzie zawodnicy są niewiele gorsi, od tych wystawionych w pierwszym składzie. Liverpool tak powiedzieć nie mógł. Ławka u The Reds wciąż jest na zbyt niskim poziomie, jak na drużynę, która walczy o zwycięstwo w Lidze Mistrzów i również za słaba na walkę o Mistrzostwo Anglii za rok.  

Wśród kontrowersyjnych, smutnych i niesamowitych wydarzeń, zagubiliśmy gdzieś gola autorstwa Sadio Mane. Fenomenalna zagrywka głową Dejana Lovrena i skrzydłowy The Reds, którym nie interesował się już Marcelo, trafia do celu, uszczęśliwiając czerwoną część trybun. Dawno nie widziałem tak fajnie wykonanego rzutu rożnego. Tutaj Mane z kolei pokazał, że nie jest byle drewnem z Southampton, tylko piłkarzem, który poradziłby sobie absolutnie wszędzie, a idealnie wręcz wpasowuje się obok Roberto Firmino i Mohameda Salaha.  

Ta edycja Ligi Mistrzów zasłużyła na takie zakończenie i na takie drużyny w finale. Nie zasłużyła na utratę Salaha i miejsce rozgrywania finału. Szczerze powiedziawszy Ukraina nie słynie z najlepszych kibiców – ukradli barwy kibicom Liverpoolu, oraz porwali jednego z angielskich kibiców, by pochwalić się swoim niskim poziomem i buractwem na zdjęciu. Tak, jesteś w 2018 roku. Szkoda, że Dynamo nigdy nie wskoczy na taki poziom europejski pod względem czysto sportowym, ale i też kibicowskim i oby te „zwierzęta” trzymały się jak najdalej od futbolu. Wracając już do tego co widzieliśmy na boisku – brawo Real, legendarna drużyno. Brawo za te 3-1 w jakże zwariowanym spotkaniu, rodem z filmu sciene-fiction.   

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi